Gdy nie ma ubezpieczenia OC, pełna odpowiedzialność finansowa spada na sprawcę, choć wypłatą odszkodowania zajmie się Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny (UFG). Ubezpieczenie OC samochodu nie sprawia, że jesteśmy w 100 proc. bezpieczni. Konieczne jest także m.in. odpowiedzialne zachowanie kierowcy.
Spowodowanie wypadku pod wpływem alkoholu grozi nie tylko więzieniem, ale i bankructwem. Zgodnie z prawem ubezpieczyciel co prawda wypłaci rekompensatę poszkodowanym, ale następnie zwróci się z roszczeniem regresowym wobec sprawcy. Tymczasem skala prowadzenia po kieliszku pozostaje duża, mimo malejącego trendu – w 2014 roku kolizji spowodowanych przez nietrzeźwych kierowców było 2,5 tys., a zginęło w nich 363 osoby.
 

Dlaczego niektórzy kierowcy przyciągają nieszczęścia i częściej są ofiarami wypadków? Bo nieświadomie je prowokują.
 
Są kierowcy, którzy jeżdżą dużo i długo, a nie mają nawet stłuczki. Szczęście? Raczej predyspozycje. Zasługa dobrego refleksu, koordynacji, wyobraźni, oceny sytuacji, a przede wszystkim nawyków. I właśnie te ostatnie są kluczowe. Możemy nie mieć predyspozycji i nie mieć wypadków. O ile wyćwiczymy właściwe nawyki.
Dwie szybkie stłuczki
Moje pierwsze nowe auto. Ledwo kupione, lśniące, wymarzone. Staję na światłach aż tu nagle... pisk opon, zgrzyt metalu, a potem cisza. Ktoś najechał mnie od tyłu. Jeszcze się łudzę, że może... Ale nie - wgięta blacha, zdarty lakier, plastik chrzęści pod nogami. Nie moja wina, mój kłopot. Tracę czas i nerwy.

Krótki dzień, mgła, jesienna szaruga: przypominamy, w jakich warunkach i w jaki sposób używać różnych świateł, żeby nie przeszkadzać innym i nie narazić się na mandat.
 
Akurat jeśli chodzi o używanie oświetlenia, przepisy wydają się dosyć jasne. Zastanawiająca jest w związku z tym liczba kierowców, którzy np. w czasie niewielkich opadów deszczu włączają przednie światła przeciwmgielne i tym samym sprawiają, że prowadzący samochody nadjeżdżające z przeciwka przez dłuższą chwilę jadą na oślep.
Z rosnącym niepokojem zaczynamy obserwować też inną nową modę, polegającą na niewłączaniu świateł mijania po zmroku i w czasie deszczu. Człowiek przyzwyczai się do świateł dziennych, a potem zapomina o „właściwym” oświetleniu. Groźne tym bardziej, że od kilku lat auto jadące na światłach dziennych nie musi mieć (i nie ma!) włączonych tylnych żarówek pozycyjnych – w nocy oraz podczas niepogody taki pojazd jest niemal niewidoczny.
Ale lista grzechów popełnianych w związku z oświetleniem – nie tylko do jazdy dziennej – jest znacznie dłuższa. Żeby poprawnie korzystać ze świateł, trzeba je najpierw mieć. W wielu autach o przepaleniu się którejś żarówki informują kontrolki ostrzegawcze. Jeśli w waszym samochodzie ich nie ma, co jakiś czas powinniście sami wykonać prostą kontrolę oświetlenia.

Przepis art. 12 Kodeksu Cywilnego stanowi, iż osoba, która nie ukończyła 13 roku życia, nie posiada zdolności do czynności prawnych. Nie można zatem przypisać jej zarzutu winy. Konsekwencją tego jest niemożność pociągnięcia takiej osoby do odpowiedzialności cywilnej za jej czyny. Ustawodawca uznaje bowiem osobę do 13. roku życia, za niemającą świadomości w zakresie swojego działania. Nie jest zdolna do przewidzenia konsekwencji swoich czynów. Za taką osobę odpowiedzialność ponoszą jej opiekunowie prawni, czyli najczęściej rodzice. Może zdarzyć się też taka sytuacja, gdy odpowiedzialność spadnie na osobę sprawującą nad dziećmi opiekę. Jest to tak zwana odpowiedzialność w nadzorze. A zatem za straty spowodowane przez dziecko kierujące pojazdem zapłaci rodzic. Należy przy tym pamiętać, iż szkoda może być wyrządzona również przez kilkulatka jadącego samochodem napędzanym akumulatorem, albo poruszającego się rowerem, czy innym jednośladem.

Należy pamiętać, iż odpowiedzialność rodzica, lub osoby obowiązanej do nadzoru, za szkody wyrządzone przez dziecko poniżej 13 lat, jest odpowiedzialnością wyłączną.

W każdym aucie da się zamontować ogrzewanie niezależne od silnika. Wyjaśniamy, dlaczego warto to zrobić
Dopóki jest jeszcze w miarę ciepło, ogrzewanie postojowe może się wydawać koszmarnie drogim, umiarkowanie potrzebnym gadżetem. Uwierzcie, że kiedy nadejdą siarczyste mrozy, a parkujecie często pod chmurką, zmienicie zdanie. Ten dodatek rzeczywiście wart jest swej ceny.
Ogrzewanie postojowe to nic innego, jak dodatkowy „piecyk”, który może działać niezależnie od silnika samochodu. Typowe układy podgrzewają płyn znajdujący się w układzie chłodzenia auta. Dzięki temu grzeją zarówno wyłączony silnik, jak i – za pośrednictwem nagrzewnicy – wnętrze samochodu. Można nimi sterować zdalnie lub zaprogramować ich uruchomienie na konkretną godzinę, i to właśnie ich największa zaleta.
O wybranej wcześniej porze czeka na nas podgrzane auto, w którym nie trzeba skrobać szyb i które bez problemu zapali, bo przecież silnik jest już ciepły. Tu nie chodzi tylko o komfort użytkowania, lecz także o bezpieczeństwo (ciepłe szyby nie zaparowują!) i trwałość jednostki, bo niewiele rzeczy tak bardzo jej szkodzi, jak zimne starty.

Jak co roku, po przyjaznym dla kierowców okresie wiosenno-letnim, przychodzi ten trudniejszy jesienno-zimowy, u progu którego właśnie stoimy. Mgliste poranki, opady deszczu, szybko nastający zmrok i śliska nawierzchnia sprawiają, że na drodze zaczyna robić się niebezpiecznie. Do większości poważnych zdarzeń dochodzi po zmroku lub przy ograniczonej widoczności. To właśnie dobra widoczność i prawidłowe oświetlenie drogi decydują o czasie reakcji kierowcy i pozwalają szybciej zauważyć pieszego lub przeszkodę znajdującą się na drodze.
To dobry moment, żeby zadbać o lepszą widoczność, wymieniając żarówki na nowe. Żarówki halogenowe w miarę zużywania się stopniowo tracą swoją wydajność, więc ich wymiana jest najprostszym sposobem na poprawę działania reflektorów w naszym aucie.